Refleksja na temat boomu na bitcoina

W ostatnim czasie jestem wręcz zalewany reklamami coraz to nowych giełd na których wymieniać można kryptowaluty. Do tego dochodzi cała masa postów na wszelkiego rodzaju grupach dyskusyjnych z pytaniami typu: „a co to właściwie jest to kopanie?”, czyli o absolutne postawy. Całość uzupełnia medialny „hype” dotyczący kryptowalut. Wielu zatem decyduje się przyjrzeć temu bliżej i zacząć się w to „bawić”. Nie ma się co dziwić, albowiem w chwili gdy piszę ten artykuł BTC w bitmarket.pl kosztuje 44 865PLN / 10 505 EUR.

I tutaj przychodzi refleksja. Choć specem od finansów nie jestem, to złotą zasadę inwestowania znam: „Kupuj tanio, sprzedawaj drogo”. Do tego oglądając historyczne trendy kursu BTC trudno się  oprzeć wrażeniu, że bańka może znów pęknąć i to co włożymy w walutę teraz, odzyskamy dopiero za wiele lat, o ile w ogóle.

Drugą sprawą są zapaleńcy, którzy twierdzą, że jak skończą liceum, to sobie kupią koparki i będą kopać BTC i nigdy nie będą musieli pracować. Niestety, to tak nie działa. Ja próbowałem bawić się w koparki, gdy trudność sieci była dużo niższa niż obecnie, a bitcoin kosztował ok 2-3k PLN i już wtedy takie domowe kopanie generowało tylko koszty, żadnych zysków. Do tego trzeba podejść racjonalnie: odpalić kalkulator opłacalności kopania, dodać wszystkie koszty dodatkowe (pomieszczenie, chłodzenie, itd.) i koniecznie wziąć pod uwagę rosnącą trudność sieci. To na pewno nie jest coś co jest w zasięgu finansowym przeciętnego studenta.

Nie chcę tym artykułem zniechęcać ani potencjalnych inwestorów, ani potencjalnych górników, tym bardziej że sam mocno kibicuję kryptowalutom (nie tylko BTC). Jednak najpierw wiedza, później praktyka – inaczej możecie się bardzo boleśnie poślizgnąć.

Skomentuj