Konstruktywny luz

Trwają poszukiwania nowego projektu dla mnie. Odbyły się już jakieś rozmowy, niektóre moim udziałem, niektóre nie, reszta zostaje kwestią dogadania się na poziomie managerskim.

Ja tymczasem dostałem zadania szkoleniowe, najpierw z Vue.js, a dziś również z Ionic’a. I bardzo fajnie mi się nad tym pracuje: bez ciśnienia, bez deadlineów, sporo mam czasu na przetestowanie różnych rozwiązań, na eksperymenty. Taki komfort psychiczny sprzyja nauce nowych rzeczy. Ciężko było by się tego wszystkiego nauczyć po godzinach, albo na „żywym” projekcie klienta.

Zaczynam rozumieć nowoczesny frontend, dużo lepiej już przemyślany niż to co widziałem wcześniej w jQuery, czy jeszcze wcześniej w Prototype. Teraz mamy nowe podejścia: Two-way binding, komponenty, własne elementy DOM, oddzielenie frontu od backendu, wszystko to są fajnie wymyślone rzeczy, mamy jednak problem z przesytem rozwiązań. Króluje kilka popularnych frameworków: React, Angular, Vue, między wszystkimi są podobieństwa i są różnice, również między poszczególnymi wersjami tego samego frameworka różnice potrafią być olbrzymi. Pojawia się więc pewien zamęt, jeśli nie używa się tylko jednego rozwiązania – pewne kwestie się mieszają np. gdy przechodzę z projektu w Vue do projektu w Angularze. Być może z czasem wyłoni się zdecydowany lider, na razie mamy jednak problem dobrodziejstwa.

Mimo wszystko, myślę że nadal zostanę w głównej mierze programistą backendowym, bo to mi po prostu najbardziej pasuje. Robiąc zadanie szkoleniowe w Laravel + Vue.js, które miało mnie nauczyć Vue.js, złapałem się na tym, że w pewnym momencie „odleciałem” przy refactoringu kodu php w aplikacji – zacząłem upiększać, ulepszać, dopisywać kolejne testy, choć nie taki był cel zadania. Cóż, z naturą nie wygrasz – dotyczy to także natury programisty.

Wydawać by się mogło, że taki okres przejściowy między jednym projektem długoterminowym a drugim, to raczej okres zwolnienia tempa, ale świątecznej przerwie od komputera potrzebowałem się czymś zająć, żeby nie schodzić poniżej pewnego poziomu koncentracji.

Jako ciekawostkę na koniec tego posta dodam, że podczas rozmów z potencjalnymi klientami poznałem pierwszego Duńczyka. Pracowałem już ludźmi z różnych stron świata: Niemcy, USA, Egipt, Indie, Hiszpania … zawsze taka Dania to coś nowego 🙂

Skomentuj